Menu ☰

Detox wg. Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

Kilka dni temu skończyłam niemal 2-tygodniowe oczyszczanie organizmu według założeń Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Postanowiłam napisać jak się czułam przed, jak jest po i jak było w trakcie, bo z wielu detoksów jakie robiłam ten uważam za najskuteczniejszy – niewątpliwie był najdłuższym, co pewnie ma znaczenie, ale przez to, że nie byłam głodna w trakcie, czy też nie wychłodziłam organizmu nie było mi szczególnie trudno wytrwać.
Nie spodziewajcie się tu rozpisanej diety – to nie wskazówki jak detox przeprowadzić, raczej zachęta by o nim pomyśleć i ewentualnie przeprowadzić pod okiem kogoś, kto w TMC znacznie bardziej biegły ode mnie.

Dlaczego Tradycyjna Medycyna Chińska?

TMC jest systemem medycznym Wschodu, liczy kilka tysięcy lat. Wsiąkłam w nią dobre 5 lat temu, zaczęłam chodzić na kursy, pochłaniać książki, zmieniać nieco styl życia, a przede wszystkim odżywianie. Moje ciało i dusza odżyły po pierwszych kilku tygodniach zmian. Pamiętam ten czas magicznie – jesienna opanowująca świat szaruga, a ja budzę się grubo przed 5 rano (bez budzika), wyspana, pełna życia, twórcza i każdego dnia czuję, że unoszę się 30 cm ponad chodnikami. Od tamtego czasu wizyty u lekarzy zniknęły z mojego kalendarza niemal na dobre, pojawiły się za to konsultacje ze specjalistami TMC i odzyskiwanie zdrowia, balansu oraz uczenie się odpowiedzialności za to jak się mam.
Myślę, że mocno w objęcia tradycyjnej medycyny pchnęło mnie też raczej kiepskie doświadczenie z medycyną zachodnią, która wyleczyć moich dolegliwości nie umiała i, z grubsza rzecz biorąc, wpychała mnie w coraz większe kłopoty hormonalne i trawienne. Dopiero dzięki TMC, po wielu, wielu latach zaburzeń, powrócił regularny cykl menstruacyjny, moja cera po 20 latach mniejszego-większego-bardzo dużego trądziku jest czysta, gładka i zdrowa, a mój organizm wreszcie przyswaja to co zjadam i daje sobie coraz lepiej radę z całym procesem trawienia, co sprawiało mu wcześniej dużo problemów.

TMC bazuje na koncepcji Yin i Yang, dwóch sił tworzących wszytko i nieustannie przenikających się. To tu znajdziecie koncepcje Pięciu Elementów (lub Przemian), pięciu smaków, termiki pożywienia – to wszystko po to by zrozumieć jak to, co wkładamy do ust, wpływa na wszystkie procesy w naszym ciele, jak możemy organizm wzmacniać, tam gdzie tego potrzebuje, czy równoważyć, gdy nastąpi brak harmonii (czyli brak zdrowia). Przede wszystkim wnikliwa diagnoza wg. TMC pozwala specjaliście, niczym sprytnemu Szerlockowi, dotrzeć do przyczyny zaburzenia/choroby i tam zacząć pracę, dając ciału bardzo dużo miejsca na samoleczenie.

Ufff… miało być krócej, a czuję, że dopiero się rozkręcam:) Tak, jestem entuzjastką TMC właśnie dlatego, że niesamowicie poprawiła jakość mojego życia 🙂

Oczyszczanie wg. TMC – przed

Jeszcze zimą czułam, że będę chciała pochylić się nad zdrowiem i dietą z nadejściem wiosny – zimne miesiące w tym roku mocno “rozjaśniałam” słodyczami, późnymi kolacjami i nadprogramowymi kieliszkami wina, a marcowe wakacje w Hiszpanii zaowocowały całkowitym rozprężeniem w kwestii diety. I dobrze, nacieszyłam się, nabrałam trochę ciałka, “pogościłam” się (jak pięknie mówi mama mojego chłopaka), ale pojawiła się też taka zimowa ociężałość, gnuśność, brak energii o poranku, dużo dyskomfortu w ciele, w emocjach, więcej niezadowolenia i niewygodnych myśli. Ze środka wołało o wyciszenie, wycofanie, minimalizm – detox jak nic!
Wtedy pojawiła się Kasia 5 przemian z grupowym Wiosennym Oczyszczaniem, a przedłużająca się kwarantanna, zmieniając wszystkie moje plany, stworzyła doskonałe warunki by na 12 dni zmienić i uprościć dietę oraz życie.
Przed samym detoksem zajadałam się jeszcze drożdżowym ciachem z kruszonką popijając białym winem, a na poziomie emocji bulgotałam – ten post jest zapisem dokładnie tego gdzie byłam . Z takiego miejsca weszłam w 3 dni “najostrzejszego” oczyszczania, ufff….

Oczyszczanie wg. TMC – w trakcie

Cały detox zaczęłyśmy ogarnięciem produktów – baza jest bardzo podstawowa: brązowy ryż, fasola adzuki (odziała mocno oczyszczjąco)  i zielenina (obok sałat, szpinaku czy cykorii obowiązkowo ogrzewający koperek, natka, bazylia czy kolendra) oraz zioła, które popojamy w ciągu dnia wraz z duzymi ilościami ciepłej wody. Do tego zastanowienie się po co robię to oczyszczanie, jaką mam intencję na ten czas, co chcę zyskać czy może pożegnać.

Pierwsze 3 dni to jedzenie “bazy” – najlepiej trzy razy dziennie, ale ilość posiłków mozemy dopasować do siebie – jemy tak, by nie czuć głodu. Tu zaczyna się silny proces oczyszczania, który może przebiegać różnie – rezygnujemy z wszelkich używek, tłuszczy i ciało może na to zareagować mniej lub bardziej intensywnie. Mi towarzyszyły mocne bóle głowy (często tak przechodzę odstaienie kawy) i poczucie zimna, które u kobiet przy odcięciu tłuszczy może się często pojawiać, do tego trochę zniechęcenia i osłabienia. O różnych objawach pisałam Kasi i ona dawała rady jak dobierać zioła, zasugerowała bym wprowadziła do menu olej wcześniej niż planowałam oraz dała modyfikacje na kolejne dni oczyszczania.

Im dalej w las, tym składników pojawia się więcej, ale nadal kluczem jest prostota, a jeśli ktoś dobrze się czuje stosując sama bazę to można porwać się na cały detox w takim minimalizmie. Ja z radością przywitałam kaszę jaglaną i pieczone warzywa (bataty, marchew, ziemniaki – to był mój zestaw, ale mozliwości było znacznie więcej), ziarno orkiszu, oraz, o zbawienie!, zupy mocy. Co 2-gi dzień gotowałam gar stawiającego na nogi bulionu i czułam jak wlewam w siebie życiową energię.
Przepis na podstawowy wegański bulion mocy znajdziecie tu – polecam z całego serca, to jest zupa, która może być bazą do wszystkiego – zupy krem, miso, dziś zjadłam na niej ogórkową, a innego dnia gotuję w niej kaszę – do wyboru do koloru. W drugim tygodniu doszły też kiszonki i to była wielka frajda – największa chyba z samodzielnego ich robienia, bo takie miałyśmy zadanie, by kiszonki była łagodne i stosunkowo mało słone.

W połowie detoksu bóle głowy odeszły, a pojawiło się takie fajne zmęczenie, zabierające mnie w sen w okolicach 22:00. Wtedy też pojawiło się to samoistne, wczesne przebudzanie – kilka dni pod rząd otwierałam oczy ze wschodem słońca ze świeżością, kreatywnością, chęcią nauki i szłam za tym z wielką radością. Wszystko też zaczęło się “normować” – samopoczucie, przyzwyczajenie do nowych posiłków, których znaczną większość konsumował ze mną, z nieukrywaną przyjemnością, luby. Zaskakująca podczas cały czas tej diety była wielka łatwość odstawienia kawy, mimo że mój chłopak parzył ją codziennie, to nie miałam w ogóle problemu by obejść się bez niej. Małą, przyjemną przerwą była celebrowana co kilka dni “kawka” z prażonej cykorii z ziarenkami kardamonu i goździkami, bardzo polecam takie rarytaski (tu w nieco bardziej bajeranckiej wersji).


Przykładowe menu: krem z białych warzyw na bulionie mocy z brązowym ryżem, sałatka; ziarno orkiszu, adzuki i kiszonki, sałatka z selerem naciowym, kasza jaglana, fasola adzuki, fenkuł na parze, sałatka z selerem naciowym; brązowy ryż, adzuki, cykoria i koperek (to głownie jadłam przez pierwsze 3 dni); fasolka mung, brązowy ryż, duszona marchew, rukola; pieczone bataty, podduszony seler, rukola. Wszystkie dania posypane prażonym pełnoziarnistym sezamem, po 3 dniach na talerzu pojawiły się prażone wolno pestki dyni i słonecznika, oleje, sól i więcej przypraw i smaków.

 

Oczyszczanie wg. TMC – po

To co zadziało się przez te 12 dni to cudowna odpowiedź na moją intencję – wyszłam z apatii i ‘niechcemisia’, wróciła mi energia i radość ducha, za którą bardzo tęskniłam, bo ten duch, chyba pod nadmiarem jedzenia, przypraw, słodkości i kawy, gdzieś się skulił. ⁠Jest też dodatkowy bonus – mieszczę się bez problemu w ukochane jeansy, które jeszcze niedawno wciskałam na siebie z dużą trudnością. Czuję, że moje ciało pozbyło się ociężałości, brzuch jest bardziej płaski i czuję przyjemną lekkość i ciepło po posiłkach.

Lepiej śpię, choć nieraz krócej, nadal zdarza mi się obudzić o 5:00 rano, ale nie kończy się to energetycznym zjazdem po południu. Mam przejrzysty umysł i taką zrównoważoną chęć działania – poczucie, że chcę tworzyć, dzielić się, ale bez przymusu i niezdrowej ambicji. Nadal gotuję bulion kilka razy w tygodniu i na kolację zjadam ciepłe zupy, regularnie nastawiam słoik marchewki, pietruszki i selera do kiszenia i tydzień po detoksie mam się świetnie. Wróciłam do kawy, raczę się teraz częściej gotowaną kawą wg. 5 przemian, która wspaniale mnie rozgrzewa w te rześkie, majowe dni. Z ogromną radością wróciłam też do słodkich śniadań – orkiszanki z jabłkiem, czarnego ryżu z sosem kokosowym i podduszonym mango, owsianek i jaglanek. Powoli wprowadzam nowe produkty, po kilku dniach dodałam do posiłków jaja i bacznie obserwuję co dobrze mi smakuje i daje energię, a po czym czuję się gorzej.

Jeśli czujecie potrzebę zmiany, uproszczenia czegokolwiek w życiu to może właśnie kilka dni z tak prostym menu, pod okiem osoby, która dobierze je do Waszego ciała tak, by detox zadziałał jak najlepiej i przebiegł wspierająco dla organizmu, jest dobrym pomysłem. Szczerze polecam i odsyłam Was do Kasi, z którą, we wsparciu grupy, dość lekko przebrnęłam przez ten oczyszczający na różnych poziomach proces.

 

 

Tagi: , , , ,

4 thoughts on “Detox wg. Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

  1. Gdzie mogę znaleźć więcej przepisów tej diety? Czy trzeba konsultacji specjalisty? Jak to wyglada, w internetach niestety nie ma tego zbyt wiele. Pozdrawiam!

    1. hej Klaudia, najlepiej taka dietę zrobic w jakiejś grupie – są takie, ostatnio trafiłam na ciekawą stronę https://regenerujsie.pl/ i tam troszkę da się dowiedzieć. Bedę organizować takie detoksy wyjazdowe we wrześniu tego roku – generalnie detoks robimy na koniec zimy i na koniec lata. Jeśli chcesz szczegóły napisz do mnie maila proszę kasia.klimczewska@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *