Menu ☰

Pyszny przystanek na banh cuon i bun nem nuong

Pierwszy dzień wycieczki w kierunku Centralnych Wyżyn przyniósł najlepszą pogodę, najpiękniejsze widoki i w sumie jeden z najsmaczniejszych posiłków. Dużo było potem żalu, że zjedliśmy tak mało.
Wypatrywaliśmy tylko przyjemnej kawiarni, a zupełnie przypadkiem na uroczym, małym skrzyżowaniu napatoczyła się mała Pani z małą budeczką i było to miejsce zbyt idealne by tam nie przysiąść. Za plecami kawiarnia ukryta pod rozłożystym fikusem, przed nami senne uliczki z leniwym, popołudowym ruchem, nad nami słońce, na stoliku doskonała ca phe sua, po rolce banh cuon i mała miseczka bun nem nuong do podziału.

Zamawiając banh cuon, w niemal całym kraju dostaniecie delikatne placki z mąki ryżowej przygotowane na parze, na ciepło (pełna nazwa banh cuon nong), wypełnione mięsno-grzybowym farszem, podane z ziołami i nuoc mam. 

W centralnej części kraju częściej spotkacie pod tą nazwą to co na południu nazywa się goi cuon lub nem cuon, czyli chrupiące, świeże rollsy zawinięte w papier ryżowy. Nasza Pani miała je w wersji z nem nuong czyli grillowanymi, podłużnymi kotlecikami z mielonej wieprzowiny. Do tego kilka wiórków młodego mango, kiełki fasolki mung, ogórek, sałata, zioła, smażony papier ryżowy pokruszony na kawałki. Wszystko zawinięte w papier ryżowy i podawane z lekkim sosem z pokruszonymi drobniutko fistaszkami. Chrupiąca rewelacja za 5.000 vnd/sztuka.
Druga pozycja w jej menu to bun nem nuong (25.000 vnd) i jest to miks powyższych składników wrzuconych do miski z porcją makaronu bun i znacznie większą ilością mango i ziół. No i wisienka na torcie – solidnia porcja kruszonych fistaszków na wierzchu. Pycha!


Takie widoki i taki lunch zafunduje wam wycieczka do La Hai, 70 km na południowy-zachód od nadmorskiego Quy Nhon, w kierunku Centralnych Wyżyn. Drogi są przyzwoite, więc można zrobić sobie po prostu 1-dniową wycieczkę.
Nasza Pani siedzi sobie przy małym skrzyżowaniu w La Hai, dokładnie pod tabliczką z adresem: 16 Le Loi, TT La Hai, Dong Xuan.


Wieczorem tego dnia dojechaliśmy do maleńkiej miejscowości Hai Rieng, do której warto zawitać z dwóch powodów. Jeden to wielkie jezioro powstałe przy elektrowni wodnej Ba Ha – wycieczka na tamę i zachód słońca w tym miejscu są naprawdę spoko.


Druga to prawdopodobnie najlepszy gulasz wołowy (bo kho) jaki możecie zjeść w Wietnamie. Serwowany ze sprężystym makaronem hu tieu lub chrupiącą bagietką, pachnący już z daleka trawą cytrynową i przyciągający wieczorami połowę mieszkańców tej mieściny. Znajdziecie go przy jedynym rondzie, na rogu ulicy Nguyen Trai i trasy QL29 (vis a vis przedszkola).