Menu ☰

Bagietka i gulasz w Wietnamie. Banh mi sot vang

Zachciało mi się dziś rano bułeczek. O ile w Azji pieczywo (banh mi) jest czymś obcym i osoba marząca o klasycznym zachodnim śniadaniu musi znaleźć albo jakąś założoną przez expata piekarnię, gdzie bagietka (a w przypadku braku piekarni, tostowy, plastikowy chleb w markecie) będzie kosztować tyle co lokalny obiad dla 2 osób, o tyle Wietnam pod względem bułeczek rozpieści Was bardzo. Tak bardzo, że klasyczna bagietka może wydać sie już potem tylko przyciężką, zapychającą kuzynką lekkiej, chrupiącej, wypiekanej z mieszanki mąki pszennej i ryżowej, bułeczki.
Jakiś czas temu wypatrzyłam w okolicy domu miejsce serwujące banh mi sot vang czyli kanapkę z wołowiną w winnym sosie. Dziś rano pojechałam, spróbowałam i zjadłam jedno z najlepszych śniadań od dawna (a jem naprawde pyszne śnadania!). Dostałam 2 ciepłe, kruche bułeczki i niewielką miskę pełną aromatycznego sosu, w którym pływały kawałki mięciutkiej wołowiny, marchewki i grzybów. Wcześniej przez kilka godzin dusiły się w winie z typowo azjatyckimi przyprawami – cynamonem, anyżem, kardamonem.
Odrywanie kawałków delikatnej bagietki i maczanie w tym sosie, to jest jakiś inny, lepszy wymiar śniadania! Można najeść się jedną, ale po co odbierać sobie jeszcze drugie tyle przyjemności?? Musze przyznać, że o ile nie napawa mnie dumą europejska kolonizacja świata, to Francuzi zrobili tu jednak kawał smacznej roboty.

 

Banh mi sot vang, 40.000 vnd

Mon An Sang, 176 Xuan Dieu. Ceny praktycznie uliczne, za to miejsce wyjątkowo czyste i przyjemne.