Menu ☰

Kluchy, kluchy, kluchy

Tym razem o wietnamskich kluchowatych pierogach, które traktuje troche z uwielbieniem, a troche z obrzydzeniem. To dania charakterystyczne dla kuchni miasta/regionu Hue, uważanej przez samych Wietnamczyków za najlepszą kuchnię ich kraju.


Banh ram it

Banh ram it to rozkosznie zaklejające buzie kulki z kleistego ryżu. Każdy pierożek wypełniony jest thit ram czyli karmelizowaną, słodko-słoną wieprzowiną i karmelizowaną krewetką. Ciasto ryżowe od spodu jest podsmażone, dzieki czemu robi sie cudownie chrupkie. Pierożki posypane są prażoną cebulką i szczypiorkiem a do maczania podawany jest dip z sosu rybnego, soku z limonki, czosnku i chili. Dla mnie taka mordoklejka była na dwa gryzy chociaż łatwiej pałeczkami wmontować to do buzi na raz, co świetnie opanował Kuba. Porcja zawierająca 4 pyszne pierożki kosztowała nas ok. 35,000 VND (1,6$) w bardzo przyjemnej knajpie Mon Hue w Sajgonie.


Banh bot loc

Kolejny trafiony wyrób pierogopodobny. Do lepienia banh bot loc używa się mąki z tapioki. Pierożki wypełnione są krewetką i wieprzowiną – nadzienie właściwie identyczne jak w banh ram it. W trakcie gotowania na parze pierogi stają się zupełnie przeźroczyste i osiągają kleistą konsystencje, ale nie aż tak kleistą jak wspomniane pierożki z ryżu. Posypane świeżym szczypiorkiem i prażoną cebulką smakują rewelacyjnie. Jedna porcja (5 sztuk)to też koszt ok. 35,000 VND.


Banh nam

Po dwóch tak udanych daniach banh nam przyniosło rozczarowanie. To płaskie, ryżowe ciasto z nadzieniem z mielonej wieprzowiny i krewetek. Podawane jest na liściu banana, w który wczesniej zostało zawinięte i ugotowane na parze. To już nie jest kleiste danie, ma zwięzłą konsystencje. Jakieś takie mdłe i byle jakie nam się wydało.


Banh beo

Tego smakołyku skosztowałam w Da Lat, trafiwszy przypadkiem na małą lokalną knajpkę, która serwowała 5 dań na krzyż i tylko jedno wydało mi się znajome z nazwy. Jakoś obstawiałam, że dostane spring rolls’y;] Ale hej, banh beo już chciałam spróbować wcześniej, własnie w Mon Hue tylko zapomniałam zamówić;] Tam podawane było w inny sposób, każde “ciastko” osobno na maleńkich talerzykach. Porcja, którą zjadłam na pewno była tańsza niż w Mon Hue (14,000 VND czyli 0,75$) ale sądze, że dużo gorsza. Albo jesli tak ma ta klucha smakować to nie jest zdecydowanie dla mnie. W talerzu wypełnionym sosem rybnym, olejem i octem ryżowym (słodkawa i zbyt cięzka mieszanka) pływały 4 okrągłe placuszki z ciasta ryżowego przygotowanego na parze. Wszystko posypane było szczypiorkiem, który szybko utonął w oleistym sosie i suszonymi krewetkami (wyglądały jak maleńkie embriony…). Samo ciasto smakowało jak niedoprawiony kleik ryżowy a smaku nabierało dzieki dodatkom. Wszystko niestety niesmaczne, ciężkie i czułam to danie w bruchu do końca dnia. Aha – chrupki na wierzchu to skórki wieprzowe, o wygladzie i konsystencji ziemniaczanych prażynek – smaczne ale nie pomogły. Nie wspomne, że zjedzenie ślizgających sie placków o średnicy ok. 4 cm za pomocą pałeczek było testem na cierpliwość i wytrzymałość. Kuba powstrzymał się od posiłku. Mądry człowiek ten Kuba.