Menu ☰

CZARNA, BLONDYN, MIASTO LONDYN

Eklektyczny Londyn owiany jest zapachami kuchni z całego świata mieszającymi się na pełnych energii ulicach tego gigantycznego miasta. Anglicy, uważani przez setki lat za kulinarnie niepełnosprawnych z racji mało rozwiniętej i nieciekawej kuchni, zyskali wybawców w formie imigrantów z całego świata. Spójny styl miejskiej zabudowy zamyka ten wielokulturowy tygiel w jedno – niewątpliwie angielskie – miasto, do którego podróż zawsze kojarzy mi się z feerią smaków.

Okolice Brick Lane, East London.

Z okazji tego, iż w Londynie gościmy zawsze u państwa Preclów (eeeemaaaaaaaa!) sporą część czasu spędzamy we Wschodnim Londynie. W zasięgu trwającego kwadrans
spaceru znajduje się moja ulubiona ulica w tym mieście, Brick Lane – pełna hinduskich barów (zapewne pamiętacie o moich azjatyckich poszukiwaniach), lecz jej główną atrakcją są wypiekane w sąsiadujących obok siebie lokalach beigle!


Beigel Bake, pani krojąca salt beef.


W obu miejscach nie ma stolików, więc danie skonsumować należy na ulicy lub w domu.


Hot salt beef beigel z angielską, ostrą musztardą. Beigel Bake, Brick Lane, East London.

Beigel to bułka, różna tym od pieczywa które znamy, gdyż z zewnątrz jest chrupka, a w środku lekko wilgotna i jędrna. Sama bułka jest już doskonała i kosztuje 20 pensów (1 PLN), ale prawdziwych skrzydeł dostaje wraz z napełnieniem jej oferowanymi na miejscu nadzieniami. Kochane Precelki poradziły mi wzięcie lokalnego specjału – hot salt beef i ta decyzja do końca życia odbije się na mojej londyńskiej diecie. Cena 3,50 GBP (18 PLN) za bułkę z mięsem to rzeczywiście sporo, ale na szczęście porcja jest *tak wielka*, że każdy naje się do syta. Salt beef to nic innego jak peklowana wołowina – żydowski specjał, który pojawił się wraz z imigrantami z Izraela we Wschodnim Londynie dwieście lat temu. Gorąca wołowina wysypująca się wrecz z bułki doprawiona jest cieńką strużką ostrej, angielskiej musztardy, która wzbogaca smak dania.


Seekh Kebab w Sweet & Spicy, Brick Lane, East London.

Wracając z beigelowej uczty nie mogłem odmówić sobie wstąpienia do Sweet & Spicy – świetne miejsce na naprawdę ostre curry z baraniną (gosht curry, 4,95 GBP – 25,5 PLN), ale z powodu ciąży gastrycznej po beigel’u zdecydowałem się jedynie na małą przekąskę. Seekh Kebab to aromatycznie przyprawione mielone mięso ukształtowane w podłużny rulon, następnie wypieczone w piecu tandoor, aby na talerz trafić zawinięte w ciepły jeszcze naan. Spora, mięsna przekąska kosztuje 1,45 GBP, czyli 7,5 PLN – warte każdego pensa, jak wszystko w Sweet & Spicy!


Poppies Fish & Chips

Być w Anglii i nie zjeść najbardziej znanego, angielskiego dania – fish and chips byłoby skandalem. Po opisanym wyżej późnym śniadaniu włóczyliśmy się godzinami po ulicach Londynu robiąc zdjęcia, aby wieczorem wybrać się z Preclem do Poppies Fish & Chips. Z kieszeni wysupłać należy 7,50 GBP (38 PLN) i za moment w naszych rękach ląduje spory kawał gorącej ryby leżącej na grubo ciętych frytkach. Całość należy zwieńczyć sporą ilościa soli i można zabrać się za jedzenie – pod drewnianym widelcem ryba w pudełku imitującym gazetę zniknęła błyskawicznie.


Cod and chips, both regular size, Poppies Fish & Chips

Udany, choć męczący dzień warto zakończyć kuflem Guinness’a. W ciepły, letni wieczor miło wyjśc z piwem przed pub i po prostu pogadać. Ciekawostką jest to, że Kasia pije Guinnessa z sokiem z czarnej porzeczki; kombinacja ta nie dziwi barmanów, chociaż mnie nie do końca przekonuje. Pozostaję przy wersji bez dodatków, aby po jednym kuflu przesiąść się na jasno piwo i zapobiec potencjalnej eksplozji na mięsiste kawałki po jeszcze kilku ciemnych kuflach piwa w żołądku.


Black currant Guinness Kasi.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy ponownie wsuwając beigle na Brick Lane – tym razem jednak postanowiliśmy sprawdzić drugie z miejsc oferujące je. Kasia wybrała wariant z wędzonym łososiem i białym serkiem do smarowania, a ja jako mniej skomplikowana jednostka sprawdziłem jak w tym miejscu smakuje hot salt beef. Kanapki były przepyszne; Kasia bardzo chwaliła swoją za uczciwą ilośc i smak dodatków. Mięso w mojej było doskonałe, a dodatkowa ilość angielskiej musztardy, o którą poprosiłem, udowodniła, że jest naprawdę *cholernie* ostra. Na wynos zabrałem ze sobą z Beigel Bake Shop gosht samosa – pieróg z baraniną był wielki i przepyszny, niestety nie pamiętam ceny, ale nie była wygórowana. Kanapki kosztowały praktycznie tyle samo co w drzwiach po sąsiedzku, które odwiedziliśmy dzień wcześniej.


Salmon and cream beigel. Beigel Bake Shop, Brick Lane, East London.


Hot salt beef beigel. Beigel Bake Shop, Brick Lane, East London.


Gosht samosa. Beigel Bake Shop, Brick Lane, East London.

Po pożywnym śniadaniu wybraliśmy się metrem na Camden Town, gdzie zamierzałem kupić trochę płyt, aby wzbogacić domową kolekcję. Niestety, oprócz sklepu z wymianą winyli nic się już tam nie ostało, ale spacerując po okolicy trafiliśmy na duży targ z jedzeniem! Znaleźliśmy tam stoisko z naszą ulubioną kawą z Wietnamu. Niestety pomimo zapewnień sprzedawcy, iż jest Wietnamczykiem i nie będziemy zawiedzeni było to źle zainwestowane 2.50 GBP (13 PLN) w kawę, która w Wietnamie kosztowała dokładnie dziesięć razy taniej.


Cà phê sữa đá w przygotowywaniu. Gdzieś na Camden Town, Londyn.


Kawa wygląda apetycznie, niestety na tym się kończy. Camden Town, Londyn.

Włócząć się z naszą nieszczęsną, drogawą kawą w ręku trafiliśmy na stoisko, które spowodowało u mnie palpitacje serca. Po prawie dziewięciu miesiącach w Azji moje oczy zobaczyły… pierogi! Pierogi Company wyceniają sześc sztuk swoich pierogów na 3.50 GBP (18 PLN) – z szaleństwem w oczach zamówiłem mieszany zestaw i przestępując z nogi na nogę czekałem, aż pani zaserwuje mi moją porcję. Pierogi były całkiem niezłe, w kraju ich ocena znacznie by opadła, ale na obczyźnie zupełnie zadowalający zestaw!


Szybciej, szybciej, aaaa! Pierogi Company, Camden Town, Londyn.


Mieszana porcja sześciu pierogów. Pierogi Company, Camden Town, Londyn.

Dzień zakończyliśmy w Wagamama spotykając się z Martą – na przystawkę wsuneliśmy sprężysty zielony groszek w soli, aby jako główne danie zjeść przepyszną, japońską zupę miso ramen. Niestety, nie pamiętamy cen, ale były to dobrze spożytkowane pieniądze.


Edamame. Wagamama, Londyn.


Miso Ramen. Wagamama, Londyn.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *