Menu ☰

Bali

Nie chciało mi się wyjeżdżać z mojego leniwego Lomboku? Tylko dlatego, że nie wiedziałam jeszcze jak bardzo nie będzie mi się chciało opuszczać Bali! Wsiąkłam zupełnie w zielony, szumiący spokój tej, przepełnionej dobrą energią, wyspy. Rozkochałam się w eko, sustainability, vege, raw, organic, w widoku pięknych ludzi, za którymi nie mogłam przestać się oglądać. W tym, że czy masz tu 4, 15, 32 czy 58 lat wyglądasz jak cholernie ładny hipis. Ćwiczysz jogę, masz (albo zaraz będziesz mieć) tatuaże, brązową skórę, długie włosy, surfujesz i jeździsz na deskorolce, albo przynajmniej biegasz po plaży o poranku lub zachodzie słońca, onieśmielając swoim wyglądem połowę mieszkańców tej planety.

 

 

To wszystko jest takie powolne, niewymuszone i przede wszystkim udziela się błyskawicznie. Miałam wrażenie, że tu łatwo się zasymilować. Cudowni lokalesi nie szczędzą uśmiechów, skinień głowy i radosnych powitań, a co najlepsze robią to również ekspaci, którzy wyraźnie zapomnieli o złych nawykach, pędzie i wścieklicy wielkich miast. Wymiana spojrzeń i uśmiechów, spontaniczna pogawędka, podwózka na motorze przez młodego idealistę, który codziennie pracuje nad zmienianiem świata na lepsze – to się dzieje na Bali ot, tak, czyniąc z tej wyspy miejsce, w którym trudno się nie zakochać. Aha, są tu szkoły, w których dzieci mają 80% zajęć ruchowych, uczą się jogi, medytacji i zanim ukończą edukacje prowadzą już działania ekologiczne, nierzadko na poziomie rządowym!
Myślę, że jedyne czego mogłoby mi tu brakować to prostota i spokój, wręcz nuda, za które uwielbiam sąsiedni Lombok. Tutaj ilość wydarzeń, znajomych i wszelkich dóbr mogłaby czasem męczyć. Mimo to już planuje co i jak poukładać w swoim życiu, żeby bywać tu częściej i na dłużej, trzymajcie kciuki!

 


 

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *