Menu ☰

Jedzone – Północny Wietnam

Wrzucam kilka ciekawych rzeczy, które jedliśmy podczas ostatnich dni pobytu w Wietnamie.



Com hen, Hue

Na pierwszy ogień idzie jedno z popularniejszych dań w Hue – com hen. Bardzo byłam ciekawa tego dania, dużo dobrego się o nim naczytałam. Najwyraźniej mam alergię na pewien rodzaj wietnamskich smaków bo zupełnie nie przekonałam się do com hen. Jest to danie bazujące zwykle na ryżu, podawane w pokojowej temperaturze (pierwszy error, jeśli zamarzasz w Hue i marzysz o czymś, co cie rozgrzeje…). Znajduje się tam tak dużo róznych dziwnych rzeczy, że przebrnięcie przez całą michę na pewno dostarczy wrażeń. Przede wszystkim małe małże pochodzące z jednego, konkretnego miejsca w lokalnej rzece – Perfume River. Dlatego oryginalne com hen można zjeść tylko w Hue. Dalej mamy orzeszki ziemne, ziarnenka sezamu, smażoną do chrupiącej konsystencji (lub konsystencji kamienia) skórkę świńska, bazylię, rozdrobnione mięso, sos chili, wiórki warzyw. Do tego podawany jest ciepły wywar z małży – może być osobno, do popijania lub wymieszany ze wszystkimi składnikami w misce. Duży to mix smaków, zapachów i konsystencji, z przeważającą nutą małży. Za duży jak na moje upodobania. Straty finansowe – 20,000 VND czyli mniej niż 3 PLN.


Banh it ram, Hue

Ta potrawa pojawiła się już we wcześniejszych postach , ale nie mogłam sobie odmówić spróbowania jej w Hue – miejscu jej narodzin. Szukałam miejsca, które serwowałoby tylko te kleiste pierożki, tym samym dając gwarancję przyzwoitego wyrobu. O dziwo nie było łatwo, przeciągnełam Kube przez pół miasta, żeby znaleźć w miarę rozsądne miejce, w ktorym siedzieliby lokalni konsumenci. Menu zawierało 5 “kluskowych” pozycji, z których wybrałam ulubioną, czyli banh it ram. Danie dostałam w jakieś 30 sekund, co było miłym zaskoczeniem, niestety wynikało z tego, że pierożki są przygotowane dużo wcześniej w związku z czym już dawno zapomniały o gorącej temperaturze. A ciepłe są najsmaczniejsze! Tak czy siak nie były złe i uszczupliły nasz budżet o jedyne 35,000 VND (4,5 PLN).



Banh goi, Ha Noi

“Poduszkowe ciastka” wypatrzyłam dopiero na ulicach Hanoi. Podobno to popularne danie na chłodne dni, zatem jego obecność na północy ma zdecydowanie duży sens. Pierożki banh goi są smażone w głębokim tłuszczu co daje im piękny złoty kolor, chrupiącą skórkę i wysoką temperaturę. Ciasto jest delikatnie słone a nadzienie przypomina to z sajgonek podawanych w polskich “chińczykach”. Jest to mieszanka mielonej wieprzowiny, przeźroczystego, sojowego makaronu, kapusty i grzybów. Całość bardzo tłusta, bardzo sycąca i satysfakcjonująca. Jedna sztuka to koszt 10-15,000 VND (1,3-2 PLN).



Burger, Hue

Na koniec PRZEPYSZNY hamburger z Backpacker’s Hostel w Hue. Bardzo miło zjeść czasem coś absolutnie odmiennego od azjatyckiego jedzenia. W dodatku jeśli to znakomicie przyrządzony, soczysty hamburger z chrupiącymi frytkami. Polecamy! Porcja kosztowała coś koło 70,000 VND ( 9 PLN).