Menu ☰

Równoległe światy

Wylądowałam właśnie w Indiach, wpadłam w objęcia szalonego gwaru, hałasu i zapachu nocnego Delhi. Błyszczącymi oczami wypatruję nowej przygody, odurzona aromatem kolejnej podróży w siebie, do onirycznego królestwa emocji i transformacji. Unoszę się. Ociekam zaufaniem, skrzę się miłością, paruje bliskością. Zaciągam się palo santo i wstrzymuje oddech od pulsującej energii zawieszonej w ciszy wpatrzonych w siebie dwóch światów. Czarne i białe wilki spuszczone ze smyczy, siła i wiara, że zostaną tylko te wierne, dokarmiane z dna serca. Droga do światła nakreślona melodią cudownego fletu, wstęgą rozpuszczonych włosów, zapachem różanego drzewa.

Jestem właśnie w Hanoi, zakasałam rekawy i trochę podrapana, lekko utytłana – buduje. Sama, cegła po cegle, z rozwianą dyscypliną i spoconą silną wolą. Błyszczącymi oczami wpatruje się w płynne, złote słońce rozlane na szarej tafli, odurzam się tańcem poszarpanych, zielonych liści, kipię radością czując falę wiatru wciskającego się pod motorowy kask. Idę. Podpalam święty korzeń, wcieram kroplę sandałowego drzewa w zagłębienie między obojczykami i z pełnym zaufaniem, miłością i energią idę do mojego światła.

Nie śpię, wróciłam wszystkimi myślami i wspomnieniami do Arambolu. Dopiero zaczynam rozumieć lekcje jakie odbyłam w jego objęciach, mądrości które odsłaniał przede mną w nieprzypadkowym porządku.
“Zabierz tę przestrzeń ze sobą, do swojego codziennego życia, pamiętaj, że jest dostępna zawsze, kiedy jej potrzebujesz, wystarczy, że zajrzysz w głąb”.