Menu ☰

Najlepszy Hindus jest nadal w Sajgonie oraz Chleb Życia

O mojej miłości do baraniny w masali pisałem już w lutym, a jak zapewne domyślacie się rozglądałem się za nią również poza Sajgonem.

Po miesiącu drogi dotarliśmy do pierwszego miejsca z hinduską restauracją – Nha Trang; nie będę pisał wiele, ponieważ zwyczajnie szkoda czasu – unikajcie Omar’s Indian Restaurant. Masala wg. Omara jest czymś na kształt sosu pomidorowego z bazylią (?!) i trzema marnymi kawalkami mięsa. Myślę, że jako nieudolny kucharz Omar został po prostu wypędzony z Indii i osiedlił się w nudnym jak flaki z olejem Nha Trang, aby podtruwać przyjezdnych Rosjan. Dwa tygodnie później znaleźliśmy się w Da Nang, gdzie znajduje się drugi oddział opisywanego przeze mnie w lutym Mumtaz. Jedzenie jest w nim równie wspaniałe – była to cudowna nagroda za póltora miesięczne oczekiwanie przerwane jedynie nieudanym romansem z pomidorową papką Omara. W Da Nang warto również w ramach przystawki zjeść kheema samosa – przepyszne dwa pierożki szczelnie wypełnione pikantą baraniną z dodatkami. Koszt przystawki to 70,000 VND (9,5 PLN), reszta cen jest dokładnie taka sama jak w Sajgonie.


Gosht masala w Tandoor Indian Cusine, Ha Noi.

Następne miejsce z hinduskim jedzeniem natrafiłem dopiero teraz – w Ha Noi. Tandoor Indian Cusine, pomimo mało przyjemnego wnętrza, okazało się strzałem w dziesiątkę. Jedzenie było naprawde bardzo smaczne, chociaż niestety nie tak smaczne jak w ukochanym Mumtaz, a ceny wskazujące na obecność w stolicy Wietnamu. Gosht masala ukrywa się w menu pod pozycją mutton roganjosh i kosztuje 95,000 VND (12,5 PLN), do zestawu doliczyć musimy (darmowy zwykle) ryż – 35,000 VND (4,5 PLN), a maślany naan kosztował mnie 30,000 VND (4 PLN). Naturalnie nie jest to wygórowana cena patrząc na ceny “hindusa” w Europie, ale pośród azjatyckich restauracji ta była zdecydowanie najdroższa. Nie mniej – warto, jedzenie jest pyszne:)


Gosht masala, ryż i maślany naan; beef samosa – Foodshop 45, Ha Noi.

Postanowiłem sprawdzić w Ha Noi również jakieś hindu o bardziej przystępnych cenach – po przeszukaniu Sieci wybór padł na Foodshop 45. Ta przyjemna restauracja ulokowana jest nad jeziorem Truc Bach, na które ma zresztą widok przez otwarty front. Przystawka w postaci beef samosa nie zawiodła – dwa pierożki były naprawdę smaczne, a na dodatek w przyjemnej cenie – 40,000 VND (5 PLN). Masala była również bardzo smaczna, jedyne czego mógłbym pragnąć to odrobinę gęstszego sosu. Tu również cieszy cena, ponieważ mutton roganjosh (znów pod tą nazwa kryje się baranina w masali) kosztował 85,000 VND (11 PLN), a butter naan 20,000 VND (3 PLN). Chociaż nie wydaje się, aby była to znaczna różnica w porównaniu do Tandoor, to za cenę tylko mojego obiadu tam w Foodshop 45 zdjedliśmy obiad wspólnie z Kasią. Naprawdę fajne miejsce na indyjską kolację w rozsądnej, azjatyckiej cenie.

Na koniec parę słów o ucieczce od lokalnego jedzenia (nawet największemu fascynatowi może się znudzić w ciągu dwóch miesięcy podróży) w Da Nang. Większość prób zjedzenia czegoś “europejskiego” w restauracjach kończyła się fiaskiem, na szczęście szybko odkryliśmy Bread Of Life. Jest to mała piekarnia połączona z restauracją prowadzona przez dwoje expat’ów, którzy zaangażowali się w los wietnamskich głuchoniemych po przeprowadzce w późnych latach dziewięćdziesiątych do Da Nang. Większość pracowników restauracji jest głuchoniema, a zysk z prowadzenia restauracji służy poprawieniu losu podobnych im w tym mieście. Jest to szalenie miłe, ciepłe i przyjazne miejsce, do którego naprawdę chce się wracać.


Hamburger i pizza Mexicana w Bread Of Life, Da Nang.

Naszym zdaniem najbardziej wartą uwagi pozycją w menu są hamburgery – duże, bardzo smaczne, z przepysznym grillowanym kotletem z wołowiny, który jakimś cudem nie ocieka tłuszczem. Dodatkowo na stole cieszy obecność musztardy i ketchupu z importu, dla nas dość zapomniane smaki;-) Podstawowy hamburger jest w przyjaznej cenie 45,000 VND (6 PLN), dostępne są również wersje “piętrowe” oraz z dodatkami, np. bekonem czy grzybami, odpowiednio droższe. Miejsce szczyci się również najlepszą pizzą w Da Nang i chociaż ciężko nam to skonfrontować z innymi miejscami, ponieważ jedliśmy ją tylko tam, to trzeba przyznać że jest niezła. Niestety dla Wietnamczyków żółty ser to produkt kompletnie obcy, a że w kuchni są ludźmi hojnymi, to ich pizze toną w serze – Bread Of Life nie jest wyjątkiem, choć jest lepiej niż zwykle. Cena za dużą, trzydziesto centymentrową pizzę, to 135,000 VND (18 PLN). Oprócz tego do wyboru mamy kilka rodzajów past i specjalność miejsca – wypieki i ciasta, które bardzo smakowały Kasi. Mumtaz i Bread Of Life dla spragnienionych smaków odmiennych od sosu rybnego i sojowego są niestety jedynymi punktami na kulinarnej mapie Da Nang, w których jedzenie będzie pewnym i smacznym wyborem.

txt by Kuba