Menu ☰

Grudniowy wypad do Leeds

 

Krótka ucieczka z Warszawskich mrozów do zawieszonego jeszcze w jesieni Leeds. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą słońce, które sprawiło, że momentami pachniało wręcz wiosną!

Byłam zbyt krótko i zbyt zanurzona głową i sercem z świat przyjaciółki, by odkrywać miasto, ale czułam to co zawsze, gdy odwiedzam Anglię – dobro. Spokój i taki błogi oddech, który obejmuje mnie rudym kolorem cegły i dźwięcznym “British English”, pełnym głębokich jak studnia samogłosek.

Nie był to wypad kulinarny – ten w planach bo głodna jestem eksploracji kuchni z Yorkshire w jej wegetariańskiej wersji, ale nie mogło się obejść bez odwiedzenia kilku miejsc gdzie można smacznie lub ciekawie zjeść.

Wegańskie pączki od których kręci się w głowie, fioletowe latte, cebula w cieście prosto z Indii i azjatyckie fusion w centrum handlowym – zapraszam na krótki spacer po Leeds!

Temple Coffee & Donuts

Unit 3, Burley Court, Burley Place, Kirkstall, Leeds

 

Pączki, które rozgościły się w zaskakującym zakątku z dala od centrum, neon świecący gdzieś pomiędzy salonem drzwi i okien, stacją benzynową, a wiaduktem szybkiego pociągu. Uchylam szklane drzwi i zostawiam tę przemysłową rzeczywistość by znaleźć się w pastelowo-mrocznym świecie lukru, cukru i grunge’owej muzyki.

Pomysł na wegańskie pączki z bajecznymi polewami, pełne gęstego, kremowego nadzienia i latte we wszystkich kolorach tęczy nie może się nie sprawdzić, szczególnie w czasach Instagrama (poszperajcie w tagach #templedougnhnuts). Polecam, chociaż od ilości słodyczy może zawirować w głowie dlatego albo bierzcie małe pączki albo dużego (jest naprawde duży i pełen nadzienia) na 2 osoby. Kolorowe latte to kolejna porcja słodkości, na pewno lepiej sprawdziłaby się zwykła, gorzka kawa, ale nie mogłyśmy odmówić sobie kubków pełnych kolorowej pianki. Wśród tych kolorów tęczy znajdziecie czarną jak smoła kawę (ciut słodka bo czarny barwnik nadaje dodatkowej goryczy więc balansuje ją syrop z agawy, ale nie jest go zbyt dużo by wyszedł ulepek), matcha latte, złote mleko czyli latte z kurkumą i kolorowe syropy zmieszane z mlekiem, a te, w połączeniu z pączkiem to już zabawa dla cukrowych twardzieli.

Mrs Atha’s
18 Central Road; LS1 6DE Leeds

Mała, stylowa kawiarnia w centrum Leeds z dobrą kawą, ladą zastawioną wypiekami, z których każdy chce wskoczyć na Twój talerz, fajnym wyborem śniadań i lunchy plus szalenie urokliwą toaletę. Zabrała mnie tu Sophie zdradzając, że założyciele tego miejsca postanowili całkowicie unikać social mediów, więc mam nadzieję, że nie łamię teraz jakichś niepisanych zasad, ale te chyba trochę odpuściły bo bez trudu znalazłam profil Pani Athy na IG 😉


 

 

Manjit’s Kitchen
Leeds Kirkgate Market


 

Mój klimat! Lokalny market hall pełen mydła i powidła, gdzie stoiska z kiczowatymi torebkami rażą oczy, ryby piętrzą się na poduszkach z kruszonego lodu, rzeźnicy nawołują sobie tylko znanym slangiem, a na pastelowym placu, który zamiast być królestwem jakiejś małej princessy stał się centrum street foodu, korci wietnamczyk, hindus, fish and chips i masa innych przysmaków.

Już sięgałam do kieszeni w poszukiwaniu kilku funtów na wietnamską banh mi, kiedy Sophie rzuciła od niechcenia “there is some great Indian food over there”, a ja jakoś zaskakująco szybko pożegnałam się z kanapką z tofu i ruszyłam ku rozgrzewającym smakom Indii. Za niewiele ponad 3 GBP zajdłysmy wielka porcję świezutkich onion bhaji – cebuli smazonej w cieście, mi znanej pod nazwą onion pakora, a za 1,5 GBP dostałyśmy kubas pysznej masala chai (niestety brak wegańskiej wersji, ale dla mnie końcówka 2019 upłynęła pod hasłem zdecydowanego – choć czasowego tylko –  rozluźnienia diety ;)).

Wagamama

Nie wiem czy byłabym tak skora do odwiedzin w Wagamama gdybym wiedziała, że jest w centrum handlowym… ale zbyt stęskniona byłam tej azjatyckiej sieciówki, którą odwiedzałam lata temu w Londynie, gdy pracowała tam moja przyjaciółka. Wagamama nie jest tania, ale też głodni z niej nie wyjdziecie – porcje są trudne do przejedzenia, a jedzenie całkiem dobre, a miejscami bardzo dobre. Jest pokaźne wegetariańsko-wegańskie menu, a w nim jedne z najlepszych bao jakie jadłam – maciupkie na dwa gryzy, ale wysyłają kubki smakowe w kosmos! Holy, jedyny mięsożerca z naszej trójki, skwitowała, że nadzienie z grzybów i bakłażana w tempurze wygrywa z bekonem bez dwóch zdań.

 

You might also like