Menu ☰

Azja poza Azją…Tom yum kung – ostra zupa z krewetkami

Od naszego wylotu ze Sri Lanki minęły już prawie trzy miesiące – przez pare dni aklimatyzowaliśmy się w Europie spędzając czas z przyjaciółmi w Londynie, aby w końcu wrócić na stare śmieci w Warszawie. W znacznie szybszym, europejskim tempie życia zaniedbaliśmy bloga, co na szczęście nie oznacza, iż zaniedbaliśmy również nasze podniebienia;-)

Po krótkim okresie oszołomienia dostępnością polskiej i europejskiej kuchni na wyciągnięcie ręki przyszedł czas na sentyment za smakami Azji. Oprócz regularnych wycieczek do różnych miejsc w Warszawie, o czym na pewno napiszemy niedługo więcej, zaczęliśmy również więcej gotować w domu. Jak się okazuje większość produktów niezbędnych do przygotowania azjatyckich dań kupić można w Warszawie. Po wycieczce z Jankiem i Olą do Wólki Kosowskiej nasze zapasy mocno się wzmocniły, a niewielki sklepik Asian House* ukryty w Galerii Mokotów również nieźle się sprawdza jako ich uzupełnienie. O swoich bardzo udanych próbach Kasia napisze zapewne sama, a ja zajme się nietrudnym daniem, które zrobiłem ostatnio.

Tom yum kung to zupa, którą większość osób może znać – flagowa pozycja tajskiej kuchni jest ostrym i kwaskowatym wywarem pełnym cytrynowej trawy, krewetek i grzybów. Dostępne są nawet gotowe pasty, z których zupę przygotować można w parę minut, ja wybrałem jednak ambitniejszą drogę. Nie oznacza to jednak, że bardzo pracochłonną – posiadając wszystkie składniki i uwijając się przy kuchni zupę możemy przygotować w jakieś czterdzieści pięć minut.


Składniki potrzebne do przygotowania tom yum kung.

Podczas kameralnego spotkania u Gabi w niedzielny wieczór zrobiłem zupę po raz drugi i zdecydowanie poprawiłem przepis, z którego korzystałem przygotowując ją po raz pierwszy. Jak się okazuje nie jest on doskonały – przede wszystkim ilośc wody jest zbyt duża i swobodnie zmniejszyłbym ją o jedną trzecią. Ograniczając ilość wody otrzymamy zupę w proporcjach, które pamiętamy z różnych krajów Azji – gęstą od dodatków zanurzonych w aromatycznym wywarze. Po drugie zdecydowanie odważniej dawkowałbym pastę chilli (nie jest ona zbyt ostra, o ostrości decyduje ilość papryczek chilli), która dodaje wiele smaku i spokojnie powinniśmy dać odrobinę więcej sosu rybnego. Warto dodać odrobinę oleju z sosu chilli – pozostawi on na powierzchni zupy piękne, czerwonawe oczka tłuszczu:) Ważne jest również, aby papryczki chilli wrzucić w całości – zgniecione delikatnie nożem, aby puściły soki; również nie bałbym się wrzucić ich conajmniej o dwie więcej niż w przepisie. Ja w swojej wersji podsmażyłem pieczarki pokrojone w ćwiartki delikatnie soląc je na koniec gdy woda odparuje; nie wydaje mi się to jednak niezbędne.


Tom yum kung zrobiona w domu.

Zupa jest naprawdę szalenie pyszna i warta odrobiny zachodu, aby zakręcić się za składnikami. Po przygotowaniu ich (obraniu krewetek, pocięciu wszystkiego w kawałki i ew. podsmażenia pieczarek) robi się ją *błyskawicznie*. Niestety zupa ma jeszcze jedna cechę – równie błyskawicznie znika z talerzy… Smacznego!

*edit: niestety zniknął z Galerii Mokotów, ale zostały Kuchnie Świata, w których mozna dostać większość niezbędnych składników.

txt by Kuba

Tagi: , , , ,